Bjorn

Strażnik, starszy brat Beora. Osoba odrębna od pary młodej — zbieżność wprowadzenia obu braci w jednej scenie sprawiła, że imiona bywały mylone.

Olaf go zna, ale nie widział się z nim ostatnio — gdy podczas uczty pada pytanie o dziwnego kapłana przybyłego do Cardenheim, odpowiedź brzmi, że Bjorn mógł mu o tym opowiadać.

Historia w kampanii

Sesja 1 — wspomniany przy weselu brata i przy wątku kapłana

[omówione] Pojawia się w rozmowie dwukrotnie: raz jako starszy brat Beora, gdy Olaf wprowadza parę młodą, raz jako ktoś, kto mógł wiedzieć o kapłanie od duchów w Cardenheim.

Sesja 2 — sierżant, który sam zgłasza problem miasta

Prowadzi trening strażników na podwórku strażnicy. Jest sierżantem na zachodniej bramie i to całkiem wysokim, więc sam przy niej nie stoi. Blizna na czole, twardy duży chłop, czarne włosy, broda. Spokojny, pilnuje porządku, nie daje się łatwo sprowokować, mało pije — żyje treningiem, jedzeniem i regularnym snem.

Znajomy Olafa z dzieciństwa. Olaf przypomina mu, jak straszył szkolnych osiłków, którzy go terroryzowali; Bjorn odpowiada, że dziś nie mógłby stosować takich metod, bo za ciężko o ochotników do straży.

O czarnym prochu nie wie nic — nigdy nie słyszał, żeby ktoś na tych terenach go wyrabiał, uważa to za rzecz krasnoludzką. Kieruje drużynę do Hafnara, bo ten wiecznie marudzi o braku wyzwań.

Zgłasza kontrabandę, o którą nikt go nie pytał. Przez teren przechodzi „dosyć porządny" przemyt: towary z twierdzy Sundabar idą dalej do Everlund bez opłaconego cła, szczególnie dużo broni, a dziury w podatkach są ogromne. Straż ma oko na trasę, ale przemytnicy omijają rogatki i nie wiadomo którędy. Hipotezę łapówek w straży Bjorn odrzuca: straż jest dobrze opłacana, musiałaby być w to zaangażowana cała grupa, a on swoim ludziom ufa.

Irytuje go osobno plotka, że tutejsza broń jest kiepska — jego zdaniem grozi to całemu miejscowemu przemysłowi kowalskiemu. Sam ma miecz od Skiala od ośmiu lat i jest z niego zadowolony.

Opowiada też anegdotę, z której sam wyciąga morał: parę lat temu koboldy grasowały na cmentarzu, upierając się, że jest tam skarb. Zrobiono wykopaliska i skarb rzeczywiście był — relikwia helmitów. Stała chwilę na wystawie w ratuszu, potem trafiła do zakonu, a w ratuszu została replika. „Koboldy rzadko kiedy się mylą co do rzeczy."

Nie był na Zielonych Świątkach, bo zaczynały się po jego porze snu.

Zobacz też