Gudvangen

Osada na zboczu Wzgórza Carned, zbudowana na miejscu dawnego kamieniołomu. Kamieniołom posłużył prawdopodobnie do budowy opactwa, a około osiemdziesiąt lat temu został wzbudzony na nowo przez krasnoludów i część ludzi. Wydobywa się tu wapień i marmur — według tutejszych tylko w tym miejscu jest odpowiedni typ skały. Żelaza w górze nie ma.

Opis

Kilkanaście kamiennych domów, może z dziesięć, rozstawionych wokół kotła kanionu o wielu poziomach. Pracuje dźwig. Do środka prowadzi wąwóz z drewnianą strażnicą, w której siedzi krasnolud z ciężką kuszą. Ściany kamieniołomu są niemal pionowe, osiemdziesiąt do osiemdziesięciu pięciu stopni, a wokół sterczą ostre skały; żeby cokolwiek stąd wynieść, trzeba obejść niemal cały okrąg i wyjść wąwozem.

Magazyn to jeden z najważniejszych budynków: kamienno-ceglany, przy ścianie skalnej, pachnie żelastwem, rdzą i pyłem wapiennym. Zamykany na kłódkę. Narzędzia po szychcie odkłada się jednak nie tam, tylko na trzy stojaki rozstawione w różnych miejscach kamieniołomu — przy każdym zawsze ktoś odpoczywa, więc uchodzą za będące na oku.

Karczma jest kamienna, z niższymi stołami, narzędziami na ścianach, obrazem przedstawiającym twierdzę i starym rogatym hełmem. Szyld nosi nazwę po krasnoludzku. Gra tu trzyosobowy zespół: dwaj krasnoludowie na bębnie i flecie oraz człowiek na lutni. Mniej więcej co piąta osoba w karczmie nie jest krasnoludem.

Mieszkańcy

Narzędzia sprowadza się z Sundabaru, w górę rzeki Rauvin.

Historia w kampanii

Sesja 1 — kradzież narzędzi i umowa o żelazo

[omówione] Podczas uczty w Ofredal Balin skarży się, że narzędzia giną wszystkim w robocie poza Haraldem, i że w Cardenheim nic nie ginie. Ginie od trzech tygodni: zaczęło się od jednorazowego zniknięcia sporej partii kilofów, potem po jednym. Jeden z krasnoludów znalazł swój młotek w wodzie przy wodospadzie niedaleko kamieniołomu; woda była przejrzysta, młotek nie zdążył zardzewieć, więc leżał tam krótko.

Drużyna przybywa i rozmawia z Grimwaldem. Skala strat: 6 kilofów i 10 dłut. Dłuto wyłowione z jeziorka Guden nie należy do kamieniołomu — gorsza robota i mniejsze dłonie, mniejsze nawet niż niziołkowe. Podejrzenia padają kolejno na duchy, elfy z Myrkdalen i skarbnika, którego kiedyś dawno rozgniewano.

Przeszukanie stojaków ujawnia ślady małego czekanu i przeciskania się między skałami. Coś dużego by tamtędy nie przeszło, coś małego żyjącego w górach — tak, i jeden osobnik, nie wielu. Wraz z figurką Tiamat z plecaka prowadzi to drużynę do koboldów.

Godar najmuje drużynę: najpierw 160 sztuk złota, po negocjacjach 200 za odzyskanie narzędzi i rozprawienie się ze złodziejami, plus 40 za wartościową informację o ewentualnym złożu. Przy okazji pada, że w tych rejonach próbowano kiedyś dokopać się do żelaza, ale nie dało się przebić, bo skały są zbyt twarde; mogą tu być jeszcze jakieś groty.

Wieczorem w karczmie drużyna rozlicza się: zwrócone 6 kilofów, 10 dłut i kafary, reszta czeka do odbioru w grocie. Zapłata to 200 sztuk złota wekslem na Gildię Kupiecką na pieczęć Godara, cztery kamienie szlachetne po 25 i jeszcze 50 za dobrze wynegocjowane warunki. Drużyna podejmuje się zdobyć czarny proch w Cardenheim w zamian za 5% udziału w wydobyciu żelaza — pięć procent łącznie, nie na osobę — a Grimchemer dorzuca warunek, że w razie kłopotów z orkami krasnoludowie mogą po nich zadzwonić.

Przy stole sztygara siedzą wtedy dwaj ludzie spoza osady: dobrze ubrany Kurt, odesłany z jakimś interesem, oraz siwy mnich z opactwa, cierpliwie czekający z kubkiem piwa.

Zobacz też