Księga pradziadka Gunnara

Jedyna pamiątka po pradziadku Gunnara, który był czarnoksiężnikiem paktu księgi i miał pakt z arcyfejem. Z niej dziadek i ojciec Gunnara wyciągnęli pojedyncze moce.

Napisana w języku Sylvan, którego Gunnar nie potrafi czytać — ale zna jej treść na pamięć, bo nauczył go ojciec, a ojca dziadek. Wie dokładnie, na której stronie stoi co, nie umiejąc odczytać ani słowa.

Historia w kampanii

Sesja 2 — skradziona, ocalona i zakwestionowana

Nad Lustrzanym Jeziorem Gunnar pokazuje ją Olafowi przy rozmowie o patronach. Tej samej nocy zostaje skradziona przez harengony — razem z butami Olafa. Złodzieje biorą rzeczy magiczne, resztę ekwipunku zostawiają.

Broni się sama. Gdy satyr Mojo próbuje ją spalić podczas walki, zamiast ognia wychodzi z niej dziwny cień, a satyrowi czernieje i wypala się dłoń. Księga wypada mu z ręki nietknięta; gdy Gunnar ją podnosi, „moc się w niej uspokaja".

Nie jest tym, za co ją miano. Noran, który ją ogląda, mówi, że niby pochodzi „z jakiejś baśni", ale jemu wydaje się spaczona, negatywna, o esencji cienia. Sam boi się jej dotknąć. Za uzasadnienie podaje dokładnie to, co wszyscy widzieli przy próbie zniszczenia.

Olaf porównuje rysunki w niej z własnym patronem („mało macek, dużo liści i rogów") i stwierdza, że istota z księgi jest z zupełnie innej sfery niż jego patron — czyli to nie to samo.

Kim był patron pradziadka, pozostaje nieznane. Jedynym tropem podanym w tej sesji jest Huldra — którą Noran zresztą odrzuca jako zbyt słabą kandydatkę, a Gunnar odmawia jej szukać.

Zobacz też