quickling

Malutkie, niebieskie istoty z bardzo długimi uszami, noszące sztylety, które dla nich są wielkości mieczy. Z oczu bije im żółta poświata. Pochodzą z Baśniodziczy i nie chcą zapuszczać się do świata po tej stronie — mówią o nim jak o cudzym.

Są nieproporcjonalnie groźne do rozmiaru: każdy uderza trzy razy w tym samym czasie, w którym człowiek uderza raz, i atakują z zaskoczenia. Zabity rozsypuje się w niebieskawy pyłek — ciała nie zostawiają. Pyłek da się zebrać, ale nikt nie wie, czy cokolwiek daje.

Historia w kampanii

Sesja 4 — obstawa drzewa nad Lustrzanym Jeziorem

Trzy quicklingi pilnowały drzewa nad Lustrzanym Jeziorem. Zaatakowały z szuwarów bez ostrzeżenia, gdy drużyna stała pod drzewem i głośno planowała jego wyrwanie; pierwszy nóż trafił Ríę w szyję.

To była najgroźniejsza walka drużyny do tej pory. Grimchemer i Olaf padli, Olaf dwa razy; Gunnar rzucił wokół siebie chmurę mroku, żeby odebrać przeciwnikom celność, i stracił nad nią panowanie po kolejnym trafieniu. Walkę odwrócił podniesiony Grimchemer, a ostatniego quicklinga Kaspar złapał w pysk — i ten, widząc się otoczonym, poddał się.

Ocalałego drużyna nazwała Zyziem, dwóch poległych Hyziem i Dyziem.

Sesja 4 — po co pilnowały drzew

Ocalały powiedział wszystko, co wiedział, i to jest motyw całej sprawy z owocami: pilnowali drzew, żeby te urosły, żeby ludzie uzależnili się od owoców i żeby na zawsze musieli chodzić do Baśniodziczy i ich szukać. Do tej chwili wiadomo było tylko, że owoce uzależniają — nie że uzależnienie jest celem.

Wysłała ich Sagita — zielonoskóra wiedźma z muchomorami na głowie, którą nazwał swoją szefową; drużyna widziała ją wcześniej w wizji z myśli Mojo. O samym satyrze quickling wiedział tylko, że mieli go pilnować, i uznał go za pionka, który nikogo nie sypnie. Pozostałe drzewa mają obstawę, ale nie taką samą — „różnie".

Sam przedstawił się jako rasowy morderca, natychmiast zaoferował zdradę przełożonych i przyjęcie do drużyny. Gunnar zabił go siekierą.

Zobacz też